Działania Izby
Prof.Raczkowski o konsekwencjach zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw!

Zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw spowoduje straty polskich firm, uderzy w finanse publiczne oraz zwiększy ryzyko rozrostu szarej strefy
Wywiad z prof. Konradem Raczkowskim - profesor nauk ekonomicznych, dyrektor Centrum Gospodarki Światowej UKSW, były wiceminister finansów.
*** Do Sejmu wrócił pomysł ustawowego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw. Mamy aż trzy projekty ustaw dotyczące tego aspektu. W każdym z nich projektodawcy podkreślają, że intencją jest oczywiście walka z alkoholizmem i kierowcami jeżdżącymi na podwójnym gazie. Czy to jest słuszny kierunek? ***
Konrad Raczkowski
Pomysł całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw rzeczywiście brzmi jak szybkie remedium na ważny problem, ale rozmija się z danymi. Zgodnie z oficjalnym wykazem zezwoleń, w Polsce jest ok. 195,4 tys. aktywnych zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych, z czego stacje paliw mają jedynie 5 tys. – ok. 3% ogółu. To twardo pokazuje, że odcięcie jednego, wąskiego kanału nie ograniczy dostępności – kupujący przejdą do najbliższego sklepu, często w tej samej lokalizacji lub kilka kroków dalej. Zamiast więc ograniczyć spożycie alkoholu, może jedynie przesunąć sprzedaż do innych sklepów i szarej strefy, nie przynosząc korzyści zdrowotnych ani społecznych. Uważam, że pod tym względem będzie to regulacja nieskuteczna. Poza tym jest ona również dyskryminująca i uderzająca w polskich przedsiębiorców – w tym tysiące prywatnych właścicieli stacji oraz państwowego giganta Orlen.
W jaki sposób?
Konsekwencje gospodarcze takiego rozwiązania byłyby dotkliwe. Polskie, rodzinne stacje, będące często na cienkiej marży paliwowej, opierają rentowność na ofercie „convenience”, w tym na legalnej sprzedaży trunków. Taki zakaz ograniczy ich przychody, grożąc skróceniem godzin pracy, a nawet zamknięciami w mniejszych miejscowościach. Uderzenie w sprzedaż pozapaliwową dotknie też Orlen – państwową spółkę, która budowała od lat model sklepu i gastronomii na blisko 2000 stacjach paliw (łącznie z franczyzą), które posiada w Polsce. Jednocześnie zakaz nie zmieni faktu, że w zasięgu kilkudziesięciu metrów będą mogły funkcjonować inne punkty sprzedaży alkoholu. Wyraźnie zwraca na to uwagę branża paliwowa, która podkreśla, że regulacja dyskryminuje jedną grupę przedsiębiorców w tym samym otoczeniu rynkowym, zaburzając konkurencję bez realnego efektu zdrowotnego. Ronald Regan, czterdziesty prezydent USA, którego pomnik znajduje się Warszawie w Al. Ujazdowskich, mówił satyrycznie, jak nadmierna legislacja nie rozwiązuje problemów, lecz je przesuwa, tworząc przestrzeń dla szarej strefy i biurokratycznego chaosu. „Jeśli coś porusza się – opodatkuj to. Jeśli dalej się porusza – ureguluj to. A jeśli przestanie się poruszać – dotuj to”. W praktyce to esencja zjawiska, które grozi polskiemu rynkowi detalicznemu w przypadku selektywnego zakazu handlu.
Jak wygląda ta kwestia w innych europejskich krajach? Z których rozwiązań warto brać przykład, jeśli chodzi o kwestię sprzedaży alkoholu na stacjach paliw?
W Unii Europejskiej stosuje się głównie reguły godzinowe, gęstości punktów i lokalne licencje, a większość państw Wspólnoty prowadzi sprzedaż alkoholu na stacji paliw według zasad ogólnych. Model liberalny sprzedaży alkoholu na stacjach paliw dominuje gospodarczo w Unii – obejmuje zarówno największe gospodarki, m.in. Niemcy, Włochy, Hiszpania, Polska (wciąż), Irlandia, jak i kraje o wysokim PKB per capita, np.: Luksemburg, Dania, Austria. Oznacza to, że według osiąganego PKB, 72% gospodarek UE tworzą państwa, w których sprzedaż alkoholu na stacjach paliw jest dozwolona (z licencją) i nie występują ogólnokrajowe zakazy. Tym samym większa produktywność danego państwa i większe przeciętne bogactwo sprzyjają bardziej liberalnym regulacjom. W Wielkiej Brytanii stacje paliw mogą uzyskać licencję alkoholową jak inne sklepy – decyzja należy do władz lokalnych, a warunki określa tamtejsze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. To przykład modelu, w którym licencja i egzekucja, a nie branżowy zakaz, są narzędziem polityki publicznej. Z kolei w Niemczech sprzedaż alkoholu na stacjach jest co do zasady dozwolona, a debata toczy się o uszczelnianiu egzekucji lub lokalnym ograniczaniu godzin – nie o selektywnym wykluczaniu jednej kategorii sklepów. Badania i przeglądy wskazują, że alkohol za naszą zachodnią granicą jest dostępny w różnych punktach, a ewentualne ograniczenia rozstrzyga się na poziomie landów.
A co mówią dane międzynarodowe na temat zakazu sprzedaży alkoholu? Czy takie rozwiązania zmniejszają popyt?
Historia i współczesne badania są tu zaskakująco zgodne. USA i prohibicja (1920–1933) doprowadziły do zniesienie legalnej podaży alkoholu, oddając rynek grupom przestępczym. Najnowszy przegląd NBER (National Bureau of Economic Research) podkreśla, że istotna część „marży producenta” została przejęta przez zorganizowaną przestępczość – klasyczny efekt prohibicji. W RPA – covidowe zakazy sprzedaży (2020–2021) i dalsze badania dowiodły, iż w trakcie zakazów ponad połowa ankietowanych kupowała alkohol nielegalnie, co wzmacniało równoległy rynek. Problem utrzymywał się także po wygaszaniu restrykcji. W Indiach – stan Bihar (prohibicja od 2016 r.) nastąpił wzrost przestępczości związanej z obrotem nielegalnym alkoholem i regularne zgony po zatruciach. Warto też spojrzeć na Szwecję, często wskazywaną jako wzór restrykcyjnej polityki alkoholowej. Tam mocny alkohol można kupić wyłącznie w państwowym Systembolaget, podatki są jedne z najwyższych w Europie, a godziny sprzedaży mocno ograniczone. Dane CAN (Controller Area Network) pokazują jednak, że w latach 2019–2024 całkowite spożycie alkoholu spadło o zaledwie 6,5%. W tym samym czasie Szwecja przeżywała bezprecedensowy wzrost przemocy gangsterskiej. Liczba śmiertelnych strzelanin prawie się podwoiła, a rząd w oficjalnej strategii przyznaje, że to nie alkohol, lecz rynek narkotyków jest kluczowym źródłem dochodów zorganizowanej przestępczości i głównym motorem brutalnych konfliktów. Restrykcyjna polityka alkoholowa nie tylko nie uchroniła Szwecji przed gigantycznym wzrostem przestępczości, ale miała wpływ na nielegalny rozwój handlu narkotykami, które zastąpiły w jakiejś mierze legalny alkohol.
Co, oprócz bezpieczeństwa traci jeszcze państwo, wypychając legalną sprzedaż!!!
Akcyza to narzędzie zarówno fiskalne, jak i zdrowotne. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) szacuje, że w Europie podatki (VAT + akcyza) to 30–53% ceny detalicznej wina/spirytusu, a podnoszenie akcyzy ogranicza spożycie i jednocześnie zwiększa dochody budżetowe – jeśli oczywiście sprzedaż odbywa się w kanale legalnym. „Wycięcie” jednego legalnego kanału (w tym przypadku stacji paliw) nie uderzy w popyt, zmniejszy natomiast bazę podatkową tego kanału i przesunie sprzedaż w miejsca o słabszej kontroli.
W Polsce wpływy z akcyzy alkoholowej liczone są w miliardach złotych rocznie. Same napoje spirytusowe przyniosły budżetowi w 2024 r. ponad 10 mld zł. Do tego dochodzi VAT w łańcuchu dostaw. Skalę wydatków detalicznych (ok. 50 mld zł w 2024 r.) potwierdzają niezależne zestawienia rynkowe. Utrzymanie sprzedaży w kanale licencjonowanym – także na stacjach paliw – oznacza będzie pewne wpływy oraz większą kontrolę jakości niż w nieformalnym obiegu.
Z Konradem Raczkowskim rozmawiał Krzysztof Budka
Źródło: Materiał własny